Dziś znów 'piąteczka' przebiegnięta. Czuję się na prawdę świetnie! A o mały włos nie wyszedłbym z domu. Jak to ciężko wyrobić sobie nawyk regularnego wychodzenia na jogging. Jednak myślę, że kwestia kilkunastu dni i będzie to moim nawykiem. Po raz kolejny raz, zapewne i nie ostatni, doświadczam faktu, jak ciężko ruszyć swoje cztery litery z domu i poświęcić się dla wyglądu oraz dobrego samopoczucia. Cóż.. czasami nie ma wyjścia, jeśli człowiek zaniedba swoją aparycję.
Przepraszam za dosyć nieregularne
umieszczanie wpisów.
Obecnie
większość czasu zajmuje mi praca (kochane pieniążki), zatem na moja ulubioną
pasję – czyli na bieganie – niestety brakuje czasu. Każdego dnia tęsknię za tym
aby choć na chwilę wyrwać się na dwór i zrobić kilka kilometrów. Nie ukrywam że
pogoda także robi swoje – na ulicach leży teraz dużo śniegu i jest mroźno.
Jeśli
chodzi o pracę w Szwajcarii, jestem tutaj od dwóch miesięcy – pieniądze są o
wiele lepsze niż w Polsce, zatem myślę iż moja pasja będzie musiała poczekać
jeszcze dwa- trzy miesiące. Jeśli z
pracą będzie w dalszym ciągu tak jak jest teraz (dużo roboty, mało czasu), to
sezon rozpocznę około połowy marca. Pozdrawiam wszystkich czytelników, obiecuję
iż będę publikował o wiele więcej.
Due
to different readers I’ve decided to write my posts in two languages, Polish
and English. Under the Polish text, please click to expand the text in English.
To było niespodziewane i nagłe. Wyjeżdżam za granicę. Nie wiem, jak będzie z dostępnością internetu na miejscu od samego początku, więc chciałbym z miejsca przeprosić za duże przerwy w pisaniu postów na moim blogu. Mam nadzieję, że te przerwy nie będą długie i będzie mi dane 'na bieżąco' przesyłać wam ciekawe informacje.
Cóż, to chyba tyle. Pozostaje mi wam życzyć udanych treningów, czy to na śniegu i lekkim mrozie, czy też na bieżniach w siłowniach. Bądź fit! Zanim się obejrzysz przyjdzie wiosna,a wtedy przecieżtrzeba jakoś wyglądąć :)
Pozdrawiam!
Dzieci piszą, dorośli piszą, kobiety
piszą i faceci też piszą, więc i ja piszę. Sam rozumiesz Siwowłosy, presja
tłumu. Uwierz, że jestem bardziej od Ciebie zdziwiony tym faktem, ale cóż nie
ma wyjścia. Zresztą przejdźmy do konkretów, jesteśmy dorośli i doskonale wiemy,
o co w tym całym pisaniu chodzi. List listem, ale tu chodzi o listę. Nie
twierdzę, że jesteś Złotą Rybką i spełnisz moje trzy życzenia, ale byłem
grzecznym chłopcem, więc w ramach nie pisanej umowy, sprawisz mi jutro
niespodziankę i przyniesiesz to, o co Cię poproszę Moja jednak lista, to
prezenty, o których marzą biegający, więc – możesz mi być wdzięczny – bo
podsuwam Ci gotowca, w razie gdybyś cierpiał na brak prezentowej weny.
Trzymając się tradycji zacznę, Drogi Święty Mikołaju, w tym roku i już na
przyszły (pomijam Koniec Świata) proszę Cię o:
Motywację – czy to wymaga komentarza,
Mikołaju?
Wytrwałość – sam wiesz jak jest, tyle
pokus na świecie.
Systematyczność – nie taką w Twoim
stylu - raz na rok – ale nie wypominam.
Otwarty umysł – na pewno słyszałeś o
przysłowiowej przyłbicy to wiesz, co mam na myśli.
Słuszny cel – nie chodzi tu o walające
się po mym ciele wałki tłuszczu i „nieumięśnione mięśnie” – nie bierz tego
osobiście.
Coraz dłuższych tras – wszak wiesz, że
mięczakiem nie jestem i na saniach nie będę jeździć.
Prenumeratę miesięcznika dla biegaczy
– bo biegać można zawsze.
I na koniec, może buty takie, jakieś
wypasione byś podrzucił, co Grubiutki?
Na zakończenie listy(u) chciałem
serdecznie pozdrowić Rudolfa i wszystkie elfy, a także pochwalić Cię – bo masz
łeb do interesów, czego i sobie życzę!
Kontynuując temat „powrotów”, które
jak wszyscy wiedzą nie jest łatwe, przestawię kilka zasad, o których warto
pamiętać i które warto wdrożyć. Pomogą one uniknąć wielu nieprzyjemnych sytuacji,
a także dołujących myśli.
Zatem, o czym warto wiedzieć i co
warto robić?
Gdy
jesteśmy po kontuzji, warto na samym początku zrobić sobie taki mały test
marszu - jeśli wszystko będzie dobrze, możemy zacząć nasz pierwszy trening.
Druga
ważna rzecz - rozgrzewka powinna być dłuższa niż zazwyczaj. Musimy rozgrzać i
rozciągnąć mięśnie, ścięgna itp.
W
sytuacji, gdy np. tygodniowo biegaliśmy 60 km, to po przerwie zaczynamy od 20
km, po dwóch tygodniach zwiększamy nasze kilometry do 35, a następnie do 45 km
i tak z każdym tygodniem więcej.
A
teraz coś, o czym naprawdę wszyscy zapominają - nie pędźmy jak szaleni –
zmniejszmy tempo!
I
co jeszcze ważne: na początku unikajmy sesji interwałowych i tempówek.
W
pierwszym tygodniu nie biegajmy częściej niż 3 razy. Zróbmy sobie między
treningami dzień przerwy.
To
już jest oczywiste: przez następne tygodnie stopniowo zwiększajmy dystans,
prędkość oraz intensywność biegu
Stosując
się do powyższych zasad, pomału odzyskamy dawną - upragnioną przez nas formę.
Lekko nie będzie, ale grunt to dobra motywacja, która pozwoli nam stopniowo
wdrożyć większą aktywność fizyczną. Wszystko zależy od nas samych, musimy
wierzyć, że nam się uda, a jak wiadomo - wiara czyni cuda! Z tym pozytywnym
nastawieniem zostawiam Was, już zapraszam do przeczytania kolejnych postów i
życzę Wam powodzenia!
Ostatni
dzwonek w okresie letnim - rozpoczynający wakacje. Dla uczniów jest to wielka
radość (Hulaj dusza piekła nie ma – jak mówi mądrość ludowa), bo nadeszła długo
oczekiwana przerwa. Po dwóch miesiącach swawoli kończą się wakacje i zaczyna
szkoła… Znów trzeba się wdrożyć, nauczyć planu zajęć i postawić na
systematyczność nie tylko w uczęszczaniu do szkoły, ale i nauce. Rozczarowanie…
oczywiście nie jest łatwo po przerwie zacząć coś od nowa. Zastanawiacie się
pewnie, dlaczego piszę o szkole? Bo dostrzegam między nią a bieganiem pewną
analogię.
Biegacze nie lubią przerw. Zwykle mają po nich spadek
motywacji, a ich forma jest znacznie słabsza. Trudno jest zacząć od nowa
treningi na pełnych obrotach. Dlatego trzeba wiedzieć, jak zrobić to najlepiej,
by odnieść w pełni sukces i być z siebie zadowolonym w 100%.
W sytuacji, gdy coś stanie nam na drodze do treningów: kontuzja, choroba,
wyjazd czy też każda inna nieproszona rzecz - nie poddawajmy się. Wiadomo, że
nie będzie łatwo i nie ma się co łudzić. Na pewno nasze osiągi pogorszą się na
jakiś czas. Dlatego na początku warto „rozbujać się” spokojnie, powoli -
przecież nikt nas nie goni, a zresztą wszyscy wiedzą, że Rzymu od razu też nie
zbudowano. Nie narzucajmy sobie ostrego rygoru - to nie kara! Dajmy sobie czas
i stopniowo krok po kroku wracajmy do naszych dawnych przyzwyczajeń
treningowych.
O tym jak to zrobić, aby bieganie wciąż było
przyjemnością i dawało satysfakcję napiszę w kolejnym poście!
This
is the first time when I decided to write post on my blog in English.There is a special occasion for it. First - my friend needs your help, second - among my blog audience Poles
aren’t the only ones. I have a lot of visitors from France, Russia, the United
States, Ukraine and Germany.
Let's
make it concrete.
It’s very quick and short matter– only 3
seconds!
My
friend, who practices fitness needs help. She doesn’t run like me, but working
hard in the gym. She’s trying to win a chance for an interview and session forprestigious fitness magazine in Poland. It’s
a big step for her sporting career.
All
you need to do this is:
Go
to http://www.musculator.pl/ and<on the right
side on top> select "Agnieszka Dlugosz" and click
"glosuj"="vote".
You may vote every day until Saturday 17
November 2012.
It
is as easy as pie. Thank you very much. Each vote will be useful for her. :)
Ostatnimi czasy
szczęście się mnie nie trzyma. Pech za pechem pcha się w moje życie związane z
bieganiem. Ucierpiała moja forma w wyniku bardzo długiej przerwy związanej z
kontuzją. Kiedy byłem już pełen optymizmu i zapału na nadchodzące nowe treningi,
życie znowu sprawiło mi psikusa w postaci choroby .
Być może nie ma co siać paniki , nie doskwiera minic strasznego i co najuważniejsze żyć będę.
Ale sami wiecie jak uporczywe dla każdej osoby a co dopiero sportowca może być
zwykłe przeziębienie bądź grypa. Tym razem dopadło mnie to choróbsko dość intensywnie
i nie ma co ukrywać, leżę i męczę się w łóżku. Toczę niemałą walką- ja kontra grypa ,a przy tym kolejny raz
zaniedbuję moją formę i opuszczam treningi .
Wiem, wiem, że część z Was może uważać, że treningi nie
uciekną i nie ma co ubolewać nad tym faktem, ale dla sportowca każdy opuszczony treningjest dość istotny. Cóż, jednak zdrowie jest
ważniejsze i czas się wykurować. Mam nadzieję tylko, że kiedy poprawi się moja
odporność ibędę w pełni sił , już nic
nie stanie mi na drodze i ponownie będę mógł kontynuować swoje treningiz pełnym zapałem, tak jak to miało miejsce
tuż przed kontuzją, kiedy naprawdę byłem w całkiem niezłej formie.
Póki co uciekam do
łóżka toczyć dalszy bój z grypą, na
dodatek dopadła mnie jeszcze mega gorączka. Mam nadzieję, że trochę gripexu i
polopiryny pozwoli mi stanąć ponownie na nogi.
Na pierwszy trening po kontuzji to
właśnie tam udałem się sprawdzić jak bardzo ucierpiała moja forma w wyniku długiej
przerwy.Jednak przede wszystkim,
chciałem ponownie poczuć wolność człowieka, który biegnąc przed siebie zostawia
za sobą wszelkie zmartwienia i rozkoszuje się o 7 rano orzeźwiającym powietrzem
pośród ogromnych ilości zieleni spowitych mgłą. I marzyć mógłbym tak dalej,
jednak nie mogę. Nie pozwala mi na to fakt, że ledwo co o 7 wyszedłem pobiegać to
wróciłem niespełna po 22 minutach! Spoglądam w telefon, 4,1 km w 21:53… ‘Co to
ma znaczyć?!’ - zapytałem siebie w duszy.Po prostu nie wierzyłem, nie wierzyłem, że po 22 minutach mogę być tak
zmęczony. Może za szybkie tempo na początku, a może tamto..a może to mgła
skróciła mój rozległy widok trasy, którą miałem przed oczami. Właśnie.. miałem
- 5 miesięcy temu.. I niestety, to nie była wina mgły.
Po skończonym biegu uświadomiłem sobie, jak ciężko coś zyskać, a
szybko można stracić. Teraz jestem świadom, ile muszę jeszcze nadrobić, ale co
najważniejsze wiem też to, że szybko wrócę do poprzedniej formy.
‘PAMIĘTAJ’ ktoś
mi kiedyś rzekł:
„Wszystko
można osiągnąć, gdy człowiek się uprze i wytrwale dąży do celu. Takie cuda
zdarzają się codziennie."
Sep 20, 2012
ME AND RUNNING..
Aug 11, 2012
„Zbiór faktów,
które nie musiały zajść.”
Tak oto powyższym zdaniem nieżyjący
już polski poeta i satyryk -Stanisław
Jerzy Lec określił historię. A jak powszechnie wiadomo – historia lubi się
powtarzać. Tylko ‘do cholery’ dlaczego... i po co ?!
Schodząc z tonu, stwierdzam, że mam nieszczęsną
powtórkę z nie tak dawnej udręki z pasmem piszczelowo-biodrowym. Niestety lekarz
specjalista do którego się wybiorę przyjrzy się tej mojej przypadłości nieco
później, bo dopiero 30 sierpnia. Stąd po konsultacjach na forach internetowych z
licznymi biegaczami wznawiam intensywnie rehabilitację. Bezradny i pozostawiony
sam sobie muszę podjąć walkę z tą zbyteczną, niepotrzebną i wnerwiającą dolegliwością.
Mawiają, że facet jak głodny to i zły.. a co ma powiedzieć na to ‘uziemiony’ biegacz..
(?) przyglądający się postępom w treningach pozostałym, mogący co najwyżej ‘pobiegać’
sobie do zamrażalnika w kuchni po kompres żelowy , wyłożyć się na łóżko jak rzetelny
leń .. i delektować się tym antypatycznym spokojem nic nie robienia, który
prowadzi mnie do … Ekhm.. Tak niestety wyglądają i będą wyglądać – co gorsza –
moje następne dni. Dni.., żeby tylko dni.. tygodnie! Codziennie po 3-4 razy
przykładam schłodzony okład żelowy do kontuzjowanego miejsca i leżę… zbierając
w sobie kolejne dawki złości..
Kończąc wylewanie mojej furii
chciałbym powiedzieć bardzo krótko o kompresie, który możecie zobaczyć na
zdjęciu obok. Z pewnością nie jednemu już pomógł, a może dopiero pomoże.
Wielokrotnego użytku kompres żelowy (zimno-ciepło) może być stosowany w terapii
wielu schorzeń. Wykonywany ze specjalnego organicznego żelu potrafidługotrwałe oddawać zakumulowane w nim zimno
lub ciepło. Ja akurat używam zamrożonego
kompresu, który mimo niskiej temperatury jest nadal elastyczny i daje się modelować
do ciała. Mając go na ciele, masz wrażenie, że taki zwykły lódjest dwa razy ‘cieplejszy’. Przynosi bardzo
szybko ulgę nie powodując przy tym żadnych odmrożeń, tzw. suche zimno. Jest
bezpieczny w użyciu dzięki odpornej na uszkodzenia folii, a jego elastyczność
sprawia, że możemy go przyłożyć w różne miejsca bólu. Stąd jeden kompres za ok.
30zł (średniej wielkości) możemy stosować na różne dolegliwości przez kolejne
lata.
To też idę, a może lepiej będzie jak
powiem „biegnę” po mój kompres i udam się na przymusowe nieróbstwo przy mocno
nasyconym akompaniamencie…
Mam teraz tylko taką nadzieję, że za te parę tygodni mój uniwersalny kompres
będzie wykorzystywany tylko i wyłącznie jako regeneracja po najdłuższych
wybiegach ..
Jul 3, 2012
Ból
jest przejściowy. Duma trwa wiecznie!
Nadszedł w końcu ten dzień, kiedy mogłem
wrócić na szlaki biegowe. Z pewnością zapytacie „Jak to wrócić?” Już wyjaśniam.
Przez lenistwo oraz brak dostatecznej wiedzy nabawiłem się, niecałe dwa miesiące
temu, kontuzji. Choć skrót brzmi bardzo enigmatycznie (ITBS), w rzeczywistości
to nic innego jak zespół tarcia pasma biodrowo piszczelowego. Szczegółowo
problem przedstawię w kolejnych wpisach, dziś natomiast skoncentruję się na
innej rzeczy.
Dla
biegacza, który regularnie ćwiczy, nie ma nic gorszego jak taka długa przerwa
od ulubionego zajęcia. Dla mnie był to szok! Bezczynne siedzenie doprowadzało
mnie do szału.Nie mogłem sobie tego
darować i mimo bólu w kolanie próbowałem biegać. Niestety ból był silniejszy,
niż moja determinacja! Co prawda przebiegłem 4 – 5 kilometrów, ale to było
wszystko. Denerwowało mnie to, bo wcześniej poniżej 10tki (10 km) nie
schodziłem. Wkurzenie narastało tym bardziej, że moim ambitnym planem było
wzięcie udziału w maratonie, który organizowany jest za 3 miesiące.
W
tej chwili nie wiem co ze mną będzie. Z jednej strony dwa i pół miesiąca to
mało czasu na przygotowanie, ale z drugiej warto marzyć i realizować swoje
marzenia. Za 2,5 miesiąca okaże się, czy jestem gotowy wziąć udział w
maratonie. Wiem, że czeka mnie ciężka praca, ale nie przestaję wierzyć, że mimo
wielu przeciwności dojdzie do spełnienia mojego marzenia. Na razie biegam,
stopniowo zwiększając dystans. Jednak to dystanse dłuższe niż 5 km pokażą, czy
moje kolano będzie działać poprawnie. 3majcie kciuki!
Niedługo uruchomię mojego fun page na
Facebooku, na którego już serdecznie zapraszam! Będę tam codziennie umieszczać
krótkie wpisy na temat biegania i nie tylko ;)
Szerokości...
Jun 25, 2012
Tu jest start, tam jest meta. Między nimi
trzeba biec!
I oto jest
pierwszy wpis na moim blogu, który poświęcony jest bieganiu. Inspiracji do powstania tej strony było tak samo
dużo, jak wątpliwości, bo tak naprawdę biegam od niedawna, to znaczy od 1,5 roku.
Gdyby ktoś mnie zapytał 2 lata temu, czy pójdę z nim pobiegać
najprawdopodobniej odpowiedziałbym:„A po co mi to?”.Oczywiście nie jestem
typem „antysportwca”, bo od najmłodszych lat dużo grałem w piłkę nożną,
w gimnazjum doszła siatkówka, tenis stołowy, czasami i tenis ziemny.
Ostatnio polubiłem nawet squash’a… ale bieganie?!
Pierwsza
myśl o bieganiu to była taka, że może jednak spróbuje, bo zrzucę parę zbędnych
kilogramów. Dlatego pewnego pięknego dnia postanowiłem pobiegać, nic mnie to
przecież nie kosztowało (tak myślałem). Pierwsza trasa (około 3 km), jak
sądziłem, była bardzo krótka. Bóg tylko jeden wie, jak bardzo się pomyliłem.
Jeśli miałbym to wspomnienie nazwać jednym słowem, to byłby to – horror. Co kilkaset metrów musiałem zrobić przerwę, bo
nie miałem sił, aby jednostajnym tempem przebiec cały wyznaczony odcinek.
w połowie drogi nie brakowało myśli w stylu „Zatrzymaj się, już
wystarczy tego dobrego”, „Po co biegniesz, resztę możesz pokonać spacerkiem”, a
nawet takich: „Na cholerę Ci to bieganie?”, „Naprawdę tak źle Ci się siedziało
w domu?!”. Było mi bardzo wstyd, kiedy dyszałem jak parowóz
z językiem na brodzie po kilkuset metrach, podczas gdy dwie zgrabne
kobiety (i ładne ;P) mijały mnie PONOWNIE w dość dziarskim tempie z uśmiechami
na twarzach. „Jak mogę być taki słaby?” myślałem. Po prostu nie mogłem wierzyć,
że moja forma (którą uważałem za dość dobrą) jest tragiczna. Zawziąłem się
i przyspieszyłem, po kilku minutach wróciłem do domu - prawie nieżywy.
Zacząłem zastanawiać się: „Co skłania tych ludzi do ciągłego biegu?”. Jednak
szybko to zrozumiałem na swoim przykładzie.